Zbiór wolnych myśli dla myślących inaczej albo przeciwko dyskryminacji mniejszości intelektualno-religijnych czyli stan wskazujący na transcendentne upojenie produktami destylacji mistycznej Karmy wszechświata.
Wpisy
Histeria związana z ACTA osiągnęła rozmiary tak groteskowe, że nie oprę się pokusie wtrącenia swojego grosika. To co się dzieje przypomina bardzo słynną "awanturę o krzyż". Nikt nie wie za bardzo o co chodzi, ale perspektywa szarpaniny w ważnej sprawie społecznej jest niezmiernie pociągająca, zwłaszcza w kontekście zostania bohaterem narodowym, internetowej ojczyzny, żywionej i bronionej przez pospolite ruszenie. Jakie to romantycznie polskie. Klawiatury na sztorc i do boju.
Mnóstwo mądrych ludzi dyskutuje po obu stronach, każdy przekonany o swojej racji, przy okazji nikt nie zwraca uwagi na naprawdę istotne szczegóły, w których wcale nie chodzi o udowodnienie kto ma rację, albo w którym miejscu ta racja się znajduje.
Przede wszystkim istnieje poważna różnica pomiędzy protestami w podobnej, lecz nie takiej samej, sprawie w Ameryce, a protestami w Polsce. W USA protestowano przeciwko projektom ustaw prawa wewnętrznego. Tamte protesty były całkiem słuszne ponieważ proponowane ustawy zawierały całkiem precyzyjne mechanizmy wprowadzania cenzury, pod szczytnym hasłem walki z piractwem. Filozofia tych przepisów byłaby taka, że jeśli na 100 tysięcy użytkowników sieci, stu okazałoby się piratami to organy ścigania nie zawracały by sobie głowy wyłapaniem tej łamiącej prawo setki, tylko ukarano by wszystkich niezależnie od ich winy czy niewinności. Taka filozofia stanowienia i egzekwowania prawa jest oczywiście zła. I przeciwko temu protestowano - przeciwko wprowadzeniu internetowego Guantanamo.
Tymczasem to przeciwko czemu protestują obrońcy wolności internetowej w pięknym kraju nad Wisłą, jest zaledwie porozumieniem międzynarodowym. Nie ma w tej umowie żadnych szczegółowych wytycznych, bo nie może ich być z tej prostej przyczyny, że jest to tylko zbiór wskazówek, jak państwa podpisujące tę umowę mają stanowić prawo, aby efektywnie zwalczać to, czego zwalczanie jest podstawową ideą tej umowy, czyli obrót nielegalnymi towarami wszelkiego typu. Ten brak konkretów stał się zarzewiem konfliktu. To jest pewien paradoks. Podejrzenie o ukryte nieczyste intencje tej umowy za to, że jest niekonkretna, chociaż właśnie ta umowa żeby działać musi być niekonkretna, ponieważ w każdym kraju jest inny system prawny. Zadaniem tej umowy jest ustalenie jak zmienić prawo w poszczególnych krajach aby wszędzie tak samo były ścigane podróbki.
Umowy międzynarodowe są na trzecim miejscu jeśli chodzi o ważność ich stosowania, kolejność ta jest zapisana w konstytucji polskiej i właśnie konstytucja w Polsce jest najważniejszym prawem. Zagrożenie kogokolwiek ze strony ACTA jest iluzoryczne, nie jest natomiast iluzoryczne wprowadzenie poprawek do odpowiednich ustaw prawa polskiego. Wszyscy wiemy jak kompetentni są nasi posłowie i jak doskonałe ustawy potrafią napisać. Jeśli polscy posłowie zaczną w sposób dla siebie właściwy wdrażać zapisy z ACTA, mamy pełne prawo jako społeczeństwo bać się tego. Być może niewinne zmiany w ustawie o prawach autorskich w efekcie doprowadzą w Polsce do ocenzurowania internetu. Były zresztą już podejmowane takie próby, do tej pory raczej nie udane, ale za którymś razem może się udać. Wtedy rzeczywiście będzie powód do protestów. W takim hipotetycznym przypadku sytuacja stanie się dokładnie taka sama jak w Ameryce. Na razie nie jest i dlatego temat ACTA można sobie bimbać. Chociaż należy zachować czujność - poseł śpi, a kiedy poseł śpi lobbyści harcują.
Motto:
„Zrozumieć na jakie pytania nie ma odpowiedzi, i nie odpowiadać na nie – oto umiejętność najpotrzebniejsza w czasach napięć i ciemności”
Wszechświat jako całość składa się z rzeczy dostrzegalnych i niewidocznych. Mają one najprzeróżniejszą postać i wieloraki charakter. Człowiek stara się zrozumieć otoczenie, w którym się znajduje, i które dostrzega, a także dotrzeć do tego, co pozostaje poza zasięgiem jego postrzegania. Aby posegregować swoją wiedzę tworzy pojęcia, którymi opisuje wszystko w systematyczny sposób.
Wyobraźmy sobie wszechświat jako pewien abstrakcyjny zbiór. Element należący do tego zbioru nazwijmy zjawiskiem. Taka definicja jest bardzo ogólna, dzięki czemu uwzględnia wszystkie elementy. W ten sposób powstanie wszechświat, który będzie zbiorem zjawisk. W każdym zbiorze możemy wydzielić podzbiory, zawierające tylko elementy, określone bardziej szczegółowymi kryteriami i warunkami.
Dla przykładu przyjmijmy, że zjawisko jest zjawiskiem poznawalnym, wtedy gdy można je zbadać za pomocą ludzkich zmysłów i rozumu. Zjawisko nie spełniające tego warunku, będzie zjawiskiem niepoznawalnym. Możemy również podzielić zjawiska na istniejące i nieistniejące. Zjawisko istniejące będzie to takie, którego istnienie można udowodnić metodami formalno-naukowymi. Rzecz jasna, przy tak dobranych definicjach, zbiory zjawisk poznawalnych i istniejących nie będą zawierać dokładnie tych samych elementów.
Przejdźmy teraz do pytania tytułowego.
Bóg jest precyzyjnie zdefiniowanym zjawiskiem w teologii. Nie jest dostępny ludzkim zmysłom, ale można go badać rozumem. Taka definicja powoduje, iż Bóg nie spełnia warunku poznawalności przedstawionego wcześniej. Jest zatem zjawiskiem niepoznawalnym. Czy jest zjawiskiem istniejącym? Teologia nie jest nauką formalną. Przedmiotem jej badan jest wiara. Wiara jest odwrotnością wiedzy. Przy pomocy teologii można udowodnić istnienie Boga, jednak nie spełnia to warunku przedstawionego powyżej. Zatem Bóg należy do zbioru zjawisk nieistniejących.
Niewątpliwie jest to kwestia czysto umowna, zależna od przyjętych warunków i definicji. Jeżeli jednak uznamy, że Bóg jest zjawiskiem niepoznawalnym i nieistniejącym, będzie to miało rzeczywiste konsekwencje dla nas. Na tej podstawie dochodzi się też do dość paradoksalnego wniosku: skoro Bóg jest niepoznawalny to nie można udowodnić jego nieistnienia lub istnienia. Dlatego też wszelkie próby przeprowadzania jakichkolwiek dowodów w tej sprawie są działaniami jałowymi i prowadzącymi donikąd.
Jeżeli jednak ktoś chce być w zgodzie z naukami ścisłymi, a przy tym nie potrafi właściwie funkcjonować bez Boga, może powołać nowe wyznanie wiary: „matematyka jest jedynym prawdziwym Bogiem, a Euklides jej prorokiem”.
Oczywiście wiara ta w żaden sposób nie gwarantuje istnienia matematyce, ale z pewnością realizuje ludzką potrzebę duchowości.
zanim przyjdzie na świat jako zbawiciel.
Jeśli członkowie jakiejś grupy religijnej mówią ci, że kochają ludzkość, nie wierz im, w sytuacji konfliktowej postąpią zgodnie z imperatywem krwi i ziemi.
Jeśli ci mówią, że działają dla dobra społecznego, nie wierz im, w rzeczywistości dbają o swój własny interes i o interes swoich bliskich.
Jeśli ci mówią, że w imię wyższych wartości należy gwałcić naturę ludzką, bądź przezorny i zachowaj maksymalną ostrożność.
Wiedza i cywilizacja zmieniają warunki ludzkiego życia, ale nie zmieniają biologicznych reguł ludzkiego zachowania.
Co to jest?
W dzisiejszych czasach obserwujemy postępujący zanik bezinteresowności. Altruizm jest zawodem nieopłacalnym i nie warto kształcić się w tym kierunku, chyba że ktoś zamierza zrobić karierę jako papież albo inny święty. Zresztą kogo w epoce kryzysu ekonomicznego stać na zaciąganie kredytów zaufania? Są jednak ludzie zapóźnieni, którzy nie dostosowują się do szybko zmieniających się globalnych trendów i światowych mód.
Pewna osiemdziesięciolatka wracała dziarsko z miasta obładowana zakupami. Podszedł do niej pewien młodzieniec i zaoferował pomoc w zatarganiu tobołów do domu. Staruszka zgodziła się. Gdy później rozpakowywała sprawunki zauważyła pewien niepokojący szczegół – brakowało portmonetki. Wezwane służby bezpieczeństwa zareagowały odpowiednio i schwytały niedoszłego dobroczyńcę, odzyskując nadpłacone odsetki długu wdzięczności.
Bardzo łatwo zabrać dziecku cukierka. Jednak czy warto dla króciutkiej chwili hedonistycznej rozkoszy ryzykować próchnicą zębów moralności?
Wtedy przystąpili faryzeusze do Jezusa: Powiedz nam, które przykazanie jest najważniejsze? Odrzekł im:
Teatr Uliczny Jednego Aktora o Świcie
p r z e d s t a w i a
dramat o wiele mówiącym tytule:
"Donośne echo głosu pasterskiego"
- - -
ks. Stroskany: Zaprawdę powiadam wam, pozbawiony głosu będzie ten, który czyni swymi przyjaciółmi wrogów naszych. Albowiem nie godzi się wzbudzać szacunku wśród niegodziwych. Zaiste, ten co lekceważy anatemy wspólnoty, do której przynależy i pojednania szuka z zamachowcami na świętości nasze będzie potępiony. Cczy nie należy mu się prawo milczenia, aby łaskawość zbawienną poznał?
Czyż ewangelia nie stanowi by pokory uczyć przez upokorzenia, a nieposłusznych karą surową przywoływać do opamiętania i zawrócenia z wąskiej i krętej ścieżki prowadzącej do grzechu?
Zaliż wierność nie oznacza ślepego posłuszeństwa? I czy nie winniśmy odsuwać od siebie niewiernych i wykluczać buntowników, jako owocu zepsutego?
Albowiem tak mówi Władca nasz na wysokościach, z których i nam dane jest spoglądać, by trzody, w pieczę nam powierzonej, lepiej pilnować:
Zaprawdę powiadam wam, nie jest bowiem własnością owiec mięso i wełna, tylko nagrodą pasterzy, za opiekę i trud strzeżenia stada usposobioną.
chór parafialny: Aaameeeen!
- - -
Żyła kiedyś, w odległej krainie zwanej Rhovanion, pewna młoda niewiasta. Odznaczała się wielką dobrocią, pomimo tego była również pobożna i każdego dnia chodziła do kościoła. Ponieważ kościół znajdował się w innej miejscowości odległej o kilka mil, wyprawa zwykle zajmowała sporo czasu. Panna najczęściej chodziła pieszo, na skróty przez bagniste wrzosowisko.
Na jednym ze wzgórz rosła nad strumieniem bardzo wiekowa lipa z ogromnymi, rozłożystymi konarami. I było to doskonałe miejsce na wypoczynek w czasie pielgrzymowania. Powiadają że w takich drzewach, prastare złe moce drzemią i gnieżdżą się psotne chochliki. Nie wiadomo czy to prawda, jednak któregoś dnia na lipowej gałęzi siedział niewielki diablik. Kiedy zastanawiał się komu by tu spłatać figla, zobaczył ową dziewczynę. Miała rozpiętą pelerynkę, bowiem grzało przyjemnie ciepłe, październikowe słońce. Diabełek znalazł dogodny moment i wskoczył do wewnętrznej kieszonki narzutki. Wszyscy w wiosce ze zdziwieniem przyjęli nagłą przemianę pobożnisi w wulgarną, leniwą i złośliwą jędzę, zachowującą się tak jakby zły duch ją opętał - nie wiedzieli, iż właśnie tak było. Nadal jednak chodziła do kościoła, gdyż siła przyzwyczajenia większa była od diabelskich mocy.
Znowu upłynęło trochę czasu i któregoś dnia w okolicy pojawił się włóczęga, zwany Dratewką. Ponoć szewczyk, ale butów nikt nigdy u niego nie widział, a już na nogach zwłaszcza. Leżał sobie razu pewnego pod lipą na wrzosowisku i grał na harmonijce, a talent miał piekielny. Akurat wtedy przechodziła tamtędy dziewczyna z diablikiem ukrytym za pazuchą. Na muzykę nie zwracała uwagi, tylko kamieniem chciała w grajka trafić. Chybiwszy, zaklęła siarczyście i poszła dalej. Melodia za to skupiła uwagę diabełka, więc wyskoczył ze swej kryjówki, schował się w trawie i zasłuchał w opętańczym rytmie. Piekielnicy zrobiło się jakoś lżej na duszy gdy czort ją opuścił.
Tymczasem Dratewka grał i grał, a szatańskimi racicami nagle moc jakaś dziwna owładnęła i zerwało się diablę w tany. Zauważył go muzykant, lecz gry nie przerywał, a nawet jeszcze żwawsze tony wydobył. Diabełek tańczył, aż padł zemdlony na trawę. Wtedy to szewczyk grać przestał i nakrycie z głowy ściągnął, jakoby kłaniając się tancerzowi, ale nagle diablika w beret pochwycił, kamyk dla obciążenia dołożył, tasiemką obwiązał i bez namysłu do strumienia demoniczny pakunek wrzucił, przeżegnawszy się uprzednio. Skąpał się diabli pomiot w lodowatej wodzie okropnie i być może nawet utopił by, jednakże resztkami czarcich mocy z pułapki się wydobył i do piekła uciekł, przemoczoną do suchej nitki sierść osuszyć. Kataru nabawił się przy tym, tak potężnego, że kichając pod niejednym kotłem z grzesznikami ogień wieczny zagasił. Zesłano go więc w najgłębsze otchłanie piekielne, aby porządnym diabłom w robocie nie przeszkadzał.
Przez lata pamięć o tym wydarzeniu zatarła się. Pozostał tylko, wśród kobiet idących do kościoła, zwyczaj zakładania wełnianego nakrycia głowy, aby po drodze oprzeć się zakusom diabelskich mocy.
Przez całą tę męczarnię
Przemyka taka sobie myśl,
By zmienić coś, co już jest marne,
Do lepszych czasów trzeba iść.
Zmierzają w stronę tę zwiedzeni,
Którym nadziei został cień,
Ciągle w drogowskaz swój wpatrzeni
I przywiązani do swych tchnień.
| Pn | Wt | Śr | Cz | Pt | So | Nd |
|---|---|---|---|---|---|---|
| 1 | ||||||
| 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | 8 |
| 9 | 10 | 11 | 12 | 13 | 14 | 15 |
| 16 | 17 | 18 | 19 | 20 | 21 | 22 |
| 23 | 24 | 25 | 26 | 27 | 28 | 29 |
| 30 | 31 |