|
Zbiór wolnych myśli dla myślących inaczej. Przeciwko dyskryminacji intelektualnych mniejszości. TAK DLA IDIOTÓW.
środa, 18 listopada 2009
Objaśnienie katechizmu
"
Wszelka nauka. powinna co najmniej odpowiadać trzem następującym wymaganiom:
Wobec tego katechizm przestał być nauką wiary i moralności. Jest on raczej nauką budzenia ustawicznych wątpliwości w rzeczach wiary i moralności. A ponieważ znaczenie jego urzędowe nie zostało dotąd zachwiane, przeto rodzi on następujące zło:
Wypuszczając w świat niniejszą książeczkę, nie powołujemy się na uczone dzieła, do których. Ludu Polski, nie mógłbyś nawet sięgnąć celem sprawdzenia słuszności naszych wywodów. Sięgamy tylko do jednej księgi, a jest nią twój tak zwany chłopski rozum. Wszystko, co tu wyczytasz, sprawdź z oną wrodzoną ci księgą, którą wciąż z sobą nosisz i zostawiasz tylko na progu plebanii. Miej odwagę i tam z nią wchodzić. Bądź ze sobą szczerym. Myśl, rozważaj, a kiedy się przekonasz, że pisaliśmy prawdę, ponieś ją innym i nakłoń ich, aby także myśleli i rozważali. Więcej nie żądamy od ciebie: naucz się tylko myśleć własną głową a nie głową tego, który wzrok twój odwodzi w niebo, aby tym snadniej sięgnąć mógł do twojej kieszeni. 1. Pytanie: Kto cię stworzył? Odpowiedź: Pan Bóg mnie stworzył. Przeczy temu metryka, wystawiona przez księdza, która urzędowo stwierdza imię ojca, co mnie spłodził, i matki, co mnie porodziła. Matka i ojciec mogą się znowu wykazać metrykami pochodzenia od swoich ojców i matek a naszych dziadów itd. A zatem katechizm w tym twierdzeniu przeczy urzędowym kościelnym dokumentom. 2. P. Na co cię Bóg stworzył? O. Abym go znał, kochał, chwalił... Więc chwalił! Jest to zaiste przypisywanie Bogu bezdennej próżności i pychy, uznanej przez katechizm za jeden z grzechów głównych. Bóg miał powołać do bytu całą ludzkość ze wszystkimi jej cierpieniami, aby go chwaliła. Katechizm, tak przedstawiając Boga, odbiera mu w wysokim stopniu cechę doskonałości, bo skromność. Człowiek nic nie powinien robić dla czczej chwalby a cóż dopiero Bóg! 3. P. Czy Pan Bóg jest wszechmocny? O. Tak, bo wszystko, co chce, uczynić może. Przeczy temu pytanie 25: Bóg chciał, aby Aniołowie go chwalili a część ich się zbuntowała. Także przeczy temu pytanie 27: Bóg chciał, aby ludzie nie jedli owocu z pewnego drzewa, a oni jedli. Wreszcie przeczy temu pytanie 11: Bóg dał sumienie człowiekowi, aby ono go ostrzegało, co wolno czynić a czego nie wolno. Więc dał niedoskonałe sumienie, więc nie przewidywał! Toteż w Biblii jest powiedziane: "Bóg pożałował, że uczynił człowieka na ziemi" (1 Mojż. VI, 6), oraz: "Wygładzę człowieka, któregom stworzył" (1 Mojż. VI, 7). Więc niezadowolony z dzieła rąk swoich, karze ludzi i topi ich za własną swą nieudolność. Jakże tedy katechizm wyrozumował wszechmoc bożą?!? 4. P. Czy Pan Bóg jest sprawiedliwy? O. Pan Bóg jest sprawiedliwy, bo za dobre wynagradza, a za zło karze. Wedle katechizmu jednak wypada, że nie jest sprawiedliwy, bo karze za swoje własne omyłki. Stworzył człowieka chyba takim, jakim go chciał mieć. Nie, albowiem człowiek nie wypadł takim, nie udał się Bogu. A mimo to karze go? Szewc uszył buty za ciasne i miast winić siebie, smaga obuwie... Tak może postępować nierozumne dziecko. Tak już nie czyni człowiek dorosły. A Bóg ma tak czynić? 5. P. Czy Pan Bóg jest miłosierny? O. Tak, bo przebacza nam winy, gdy szczerze pokutujemy, bo obiecał też sprawiedliwym wieczną szczęśliwość w niebie. Że sprawiedliwi idą do nieba, to prosty akt słuszności — tu nie ma żadnego miłosierdzia, to im się należy! (...)9. P. Na co Pan Bóg dał nam rozum? O. Abyśmy jego doskonałość i przykazania poznali. Przeczy temu pytanie 28: z woli Boga rozum ludzki został przyćmiony. Jakże możemy tedy poznać bożą doskonałość, gdy nam sam Bóg rozum zamącił? (...)13. P. Co to jest piekło? O. Piekło jest to miejsce, gdzie potępieni wraz z czartami wieczne męki cierpią. Więc za jedną chwilę błędu człowiek skazany zostaje na miliony lat palenia się w żywym ogniu? Gdzież miara? Gdzież stosunek sprawiedliwy kary do winy? Gdzież wreszcie wspominana w katechizmie "dobroć" i gdzie "miłosierdzie"?(...) 19. P. Czy wiara do zbawienia jest koniecznie potrzebna? O. Wiara do zbawienia jest koniecznie potrzebna, że żaden człowiek, gdy do rozumu przychodzi, bez wiary zbawionym być nie może. Gdy do rozumu dochodzi? A więc rozum w nas się wyrabia? Więc katechizm przyznaje prawo rozwoju? Stanowi to rażącą sprzeczność z pytaniem 9, gdzie jest powiedziane, że Bóg "dał nam" rozum. Ale jeżeli wiara jest "darem", to i zbawienie jest takim samem "darem". Czy można kogoś winić za to, że mu ktoś z czegoś prezentu nie zrobił? A jeśli ja na przykład pojęcia nie mam, czym jest ten prezent i jaką posiada wartość, jakże mnie winić, że o niego nie proszę? Wiara, wielkie słowo!... Czyż mogę wierzyć, że Bóg w piekle przez czartów przepycha "grzesznikowi gnój przez oczy, uszy i nozdrza?" Nie wierzę, aby Bóg mógł być tak zwierzęcym, więc wedle katechizmu za szlachetniejsze pojmowanie Boga skazany zostanę na wieczne męki... Zaiste, wołać będę z morza piekielnych płomieni: Daruj, Boże, żem miał o tobie zbyt dobre wyobrażenie... (...)Tu rozpoczynają się najobrzydliwsze i najniemoralniejsze ustępy katechizmu, które wpajać dzieciom jest istotnie szczytem urzędowego gorszycielstwa. 23 P. Co wyznajesz przez słowa: narodził, się z Marii Panny? O. Że Matką Pana Jezusa jest Najświętsza Maria Panna. Jeżeli małżeństwo jest Sakramentem, ustanowionym przez Boga i jeżeli wedle szóstego przykazania nie wolno cudzołożyć człowiekowi, to chyba także Bogu. To też Józef, znalazłszy Marię w stanie brzemiennym (Mateusz 1, 19 — 25), nie chciał jej uznać. Bóg mógł był z nieba zesłać jaką kobietę, a nie psuć na ziemi zasady wierności małżeńskiej, której nie wolno łamać nawet dla Boga. Ale wedle nauki katechizmu, Maria była brzemienna przed zejściem się z Józefem (ewang. Mateusza I, 18). Tedy została naruszona zasada panieństwa, której nawet dla Boga nie wolno przecież naruszać. Więc katechizm uczy, że ona nie utraciła panieństwa i że po urodzeniu panną została. Jest to plątanina, którą objaśnić nam może tylko historią. Plątanina owa pochodzi stąd, że Jezusa z Nazaretu, człowieka tajemniczego pochodzenia, poczęto uwielbiać jako niezwykły charakter, gdy zaś umarł jako męczennik swej idei, z wolna w przekonaniu prostaczków stał się jakąś istotą nadziemską, Bogiem. Tak Rzymianie swoich cezarów bogami mianowali. Wszelako na postać Jezusa przeniesiono z wolna wszystkie legendy z religii asyryjskiej, egipskiej i induskiej. O wniebowstąpieniu milczy najważniejsza Ewangelia, bo wedle Mateusza, i najbardziej w duchu pierwotnego kościoła napisana, bo wedle Jana. Ustęp "siedzi na prawicy Boga Ojca" jest starożytnym wyobrażeniem ludów prostaczych, które mniemały, że Bóg przez wieki wieków "siedzi", bo mu inaczej jako wielkiemu panu nie wypada. Tak przecież "siedzieli" ich władcy, gdy rozmawiali z poddanymi. Wiara w zmartwychwstanie ciała wynikła z nieznajomości nauk przyrodniczych, które nas uczą, że w grobie wszystkie ciała bez wyjątku rozkładają się na pierwiastki. Uczenie dziatwy słów "owoc twojego żywota" (dawniej było: brzucha) musi skłonić każde myślące dziecko do stawienia pytania: co to jest żywot? I oto dla nauki o rodzeniu księża wybrali sobie wspaniały przykład: Najświętszą Pannę Marię... Pytamy wszystkich ludzi, nie obranych z rozumu, czy taka katechizmowa pedagogia nie jest po prostu szelmostwem??! (...)28. P. Jaką karę odnieśli pierwsi rodzice na duszy za nieposłuszeństwo swoje? O. 1) Utracili łaskę boską, 2) rozum ich został przyćmiony, 3) wola stała się skłonniejszą do złego aniżeli do dobrego, 4) stali się godnymi wiecznego potępienia. Zdawałoby się, że Pan Bóg biednych przestępców objaśni, pouczy, że właśnie zaostrzy ich rozum. Nie, wedle katechizmu on ich właśnie ogłupił, zdemoralizował i pozbawił czci. (...)30. P. Które są grzechy cudze? O. Grzechy cudze są: 1) kogo do grzechu namawiać, 2) komu grzeszyć kazać, 3) na grzech cudzy zezwalać... Dosyć. Dopust boży, czyli pozwolenie ze strony wszechmocnego Boga, aby ludzie grzeszyli, kuszeni byli przez czarta itp. jest "grzechem cudzym". A więc wedle katechizmu Bóg wciąż dopuszcza się "grzechu cudzego". W ten sposób Bóg popełnia wciąż ósmy grzech cudzy, czyli "staje się uczestnikiem cudzego grzechu". To mówi nam wydoskonalony "dar boży", rozum. Jeżeli więc autor niniejszych słów będzie za napisanie tej książeczki gorzał w piekle, zawoła w stronę katechizmowego Boga: Daruj, że darem twym, rozumem, widzieć cię nielogicznym i obarczonym grzechami cudzymi nie chciałem..." P.S.: Powyższy tekst to obszerne fragmenty publikacji Andrzeja Niemojewskiego pt.: "Objaśnienie katechizmu" wydanej w roku 1907. Pełny tekst tegoż utworu znaleźć można na www.pbi.edu.pl. Są tam także inne dzieła tego wielce ciekawego, aczkolwiek bardzo zapomnianego autora . Właśnie z tego względu postanowiłem ten tekst opublikować na swoim blogu, a nie dlatego, że jestem jakimś zajadłym wrogiem Kościoła czy religii.
sobota, 31 października 2009
Starcie gigantów
Na arenie Pełzającego Cyrku Tima Anakondy odbył się niezwykle pasjonujący pojedynek klaunów w wadze śmiesznej o koronkowy pas cnoty federacji WCA (World Claun's Association) pomiędzy niedoszłym mistrzem federacji ZUS Rzejandem Tagoło, a pretendentem Adamem Tomaszkiem, znanym pod pseudonimem "Moherowa Pięść", mistrzem kategorii półśmiesznej. Walka wzbudziła wielkie zaineresowanie wśród kibiców i znawców sportu klaunowego przede wszystkim ze względu na postać Rzejanda Tagoło, niezwykle walecznego i wielokrotnie powalanego na deski przez przeciwników. Nie inaczej było i tym razem. Publiczność zgromadzona w hali oraz przed odbiornikami telewizyjnymi już w pierwszej rundzie przeżyła wielkie emocje gdy Rzejand po serii celnych ciosów śmitankowymi tortami odzyskał na chwilę kontakt z rzeczywistością upadając plecami na ziemię. Jednak jego ogromna waleczność pozwoliła mu na kontynuowanie walki i przeprowadzenie kilku groźnych ataków za pomocą wiadra z farbą i plastikowego kwiatka pryskającego wodą. Dopiero w piątej rundzie Tomaszek "Moherowa Pięść" zadał decydujące uderzenie wysuwaną drabiną po którym Rzejandowi opadły spodnie ukazująć bufiaste bokserki w czerwone serduszka. W tym momencie sędzia doktor Sklanu Bulić z Chorejwacji zdecydował o zakończeniu pojedynku przez nokaut techniczny. Dzięki zwycięstwu Adam Tomaszek ma szansę na stoczenie pojedynków z najlepszymi zawodnikami wagi śmiesznej za oceanem . Natomiast Rzejand Tagoło ma zamiar złożyć w swojej macierzystej federacji wniosek o przyznanie emerytury. Jednak jego menadżer Rózggi Żygalski uspokaja fanów zapowiadając powrót swojego podopiecznego na areny. I miejmy nadzieję, że ma rację, bowiem sport klaunowy bez Tagoło jest jak kawa bez "Complety".
czwartek, 29 października 2009
Kształt wszechświata
Każdy obiekt rzeczywisty posiada jakiś kształt lub według terminologii gombrowiczowskiej formę. Ten kształt może być regularny albo nieregularny. O ile kształty obiektów podlegają naszej natychmiastowej, automatycznej ocenie, sam fakt istnienia pojęcia kształtu zwykłemu postrzeganiu umyka. Pytania o samo pojęcie kształtu (formy) nie zadajemy. Istnienie tego pojęcia jest dla nas oczywiste tak jak istnienie wielu innych pojęć. Roztrząsanie tych oczywistości normalny człowiek zostawia filozofom, teologom i matematykom. To podejście jest z gruntu słuszne, dzięki temu można na przykład wytrzeć się spokojnie ręcznikiem po kąpieli i obejrzeć swój ulubiony serial, a nie biegać z mokrymi włosami po Syrakuzach wrzeszcząc w niebogłosy: "Eureka, eureka". Nie mniej każdy człowiek w ciągu swojego życia przynajmniej raz zada jakieś fundamentalne pytanie, na przykład: "Jaki jest kształt wszechświata?". Wymienione wcześniej trzy grupy badaczy zadają sobie takie pytanie już od bardzo dawna i jak dotychczas nie znalazły wspólnej odpowiedzi. Jeżeli założymy, że wszechświat jest obiektem rzeczywistym to jakiś kształt mieć powinien. Jednak odpowiedź jaki, nie jest tak prosta i oczywista. Odkrycie kształtu wszechświata jest ściśle związane z odkryciem sposobu powstania tegoż. Ponieważ istnieje kilka konkurencyjnych teorii powstania wszechświata jest też wiele koncepcji co do formy jaką przybrał. Zwolennicy "Wielkiego Kreatora" o imieniu Jah przypuszczają, iż świat przez niego stworzony ma kształ jaja ponieważ jest ono symbolem życia, a Jah stworzył świat dla ludzi czyli dla życia. Zwolennicy "Kreatora" o imieniu Allah uważają z kolei, że świat został stworzony w kształcie owocu figi albo granatu. Co bardziej śmiałe szkoły teologiczne wysuwają nawet pogląd, że świat stworzony przez Allaha ma kształ roznegliżowanej hurysy z rozwianymi włosami. W innych systemach teologicznych świat przedstawiany jest jako wielopiętrowy biurowiec, w którym śmierć to winda przewożąca dusze na kolejne piętra (zarówno w górę jak i w dół).Dusze te grają przez cały czas w grę komputerową "The Life" Z kolei przeciwnicy poglądu, że świat został wykonany przy desce kreślarskiej lub w retorcie przez starszego, siwobrodego pana w białej tunice, też mają swoje pomysły i też nie są one uzgodnione. Co ciekawe ludzie ci na codzień chodzą w białych fartuchach, pracując nad stołami kreślarskimi i w sterylnych laboratoriach i noszą często obfity zarost. Ale to nieważne w tym momencie. Ot, taka obserwacja socjologiczna. Jakie oni mają teorie na temat kształtu wszechświata? Zwolennicy geometrycznego porządku przedstawiają wszechświat jako rozszerzającą się kulę lub wielościan mniej lub bardziej foremny albo jako dysk. Są też zwolennicy poglądu, że wszechświat przypomina kształtem obwarzanek lub oponę, są też propagatorzy pomysłu, iż wszechświat jest w kształcie muszli ślimaka. Inni sugerują, że wszechświat nie ma geometrycznie regularnej struktury, wygląda po prostu jak ciasto "karpatka" albo przestraszony jeż. Natomiast najbardziej chyba radykalna hipoteza głosi, że kształt wszechświata jest amorficzny, tzn. może przybrać dowolny kształt w zależności od tego w czym się znajduje czyli od tego co jest poza nim. Niezależnie od tego, która z tych teorii okaże się prawdziwa, dzień w którym komuś uda się ustalić jak jest naprawdę, będzie wydarzeniem epokowym.
niedziela, 18 października 2009
Wymiar wiary
Czym jest wiara i do czego jest nam potrzebna? Na to pytanie starają się odpowiedzieć filozofowie, psycholodzy, duchowni i ateiści. Każda z tych grup ma własne zdanie, które często kłóci się z pozostałymi, ale tylko pozornie. Tak naprawdę jest to ta sama odpowiedź ujęta tylko innymi słowami i kładąca nacisk na nieco inne aspekty rozpatrywanego tematu. A jak zagadnienie wiary przedstawia się w świetle empirycznego gnostycyzmu? Umysł każdej istoty wyposażonej w odpowiednio rozwinięty mózg generuje obraz rzeczywistości na podstawie przekazywanych informacji od zmysłów (wzrok słuch, itp.). Jednak informacje te nie są pełne z powodu ograniczonego zakresu pomiarowego zmysłów. Powstaje luka, którą trzeba czymś wypełnić, aby uzyskać spójny obraz otoczenia. Tym wypełniaczem jest właśnie wiara. Sciślej rzecz ujmując umysł na podstawie posiadanej wiedzy i za pomocą odpowiednich przekształceń generuje nowe kategorie informacyjne tam gdzie nie dostarczają ich zmysły. Tych kategorii umysł nie poddaje weryfikacji szczegółowej, używa ich automatycznie. W ten sposób nie wywołuje dodatkowej presji na układ zbierania informacji. Jest to bardzo przydatna funkcja. Przykładowo wsiadając na pokład samolotu człowiek nie posiada całkowitej wiedzy o stanie technicznym maszyny. Przyjmuje na podstawie znanych sobie niepełnych informacji, że samolot oderwie się od podłoża i następnie wyląduje w wyznaczonym miejscu w takim samym stanie w jakim wystartował. Nie ma całkowitej pewności, ale przejawia wiarę, że tak właśnie będzie. Tu pojawia się ciekawostka. Jeżeli rzeczywiście maszyna zachowa się zgodnie z przewidywaniami tegoż człowieka to po wylądowaniu nie wzmocni się w nim stan wiedzy o funkcjonowaniu samolotów, a wzmocni się stan wiary w takie a nie inne zachowanie maszyn latających. Oczywiście jeżeli ów rozpatrywany człowiek będzie akurat konstruktorem tychże samolotów to posiadając o nich ponadprzeciętną wiedzę będzie wykazywał się mniejszą wiarą. Bowiem poziom wiary jest odwrotnie proporcjonalny do wiedzy. Jeżeli posiadamy wiedzę o jakiejś własności otoczenia (rzeczywistości) posiadamy pewność, że jest właśnie tak a nie inaczej. Jeżeli wiedzy nie mamy zastępujemy ją wiarą. Przykładowo, jeżeli Zbysiu mówi do Rysia, że załatwi mu coś na 90% to Rysio może jedynie wierzyć, że to czego oczekuje dostanie. Jednocześnie Zbysio nie ma pełnej wiedzy czyli pewności, że to co obiecał spełni, a zatem również opiera się na własnej wierze. Jeszcze inny przykład. Nasze zmysły nie dostarczają nam żadnych informacji o naszym stanie po śmierci. Jednak umysł, żeby stworzyć spójny obraz rzeczywistości takiej kategorii informacyjnej potrzebuje tworzy ją więc na podstawie tego co wie. Ponieważ ta kategoria weryfikacji poddana być nie może, jest umieszczona w przedziale wiary. Podobnie rzecz ma się z bogiem. Jako fragment paradygmatu (opisu rzeczywistości), bóg weryfikacji empirycznej poddany być nie może, w związku z tym jest umieszczony w umyśle w funkcji wiary. Mając pewność (brak wątpliwości) co do istnienia boga nie posiadalibyśmy żadnej wiary w niego. Jeśli się nad tym solidnie zastanowić powstaje paradoks. Osoby, które twierdzą, że w boga nie wierzą tak naprawdę wykazują pewność jego istnienia.
sobota, 17 października 2009
Bardzo krótka baśń o powielaniu
Dawno, dawno temu, za górami, za lasami, żył sobie człowiek wielu profesji znany pod imieniem: Dratewka. Podróżował on przez wiele krain w poszukiwaniu przygód. Zdarzyło się razu pewnego za czasów wielkiego kryzysu, iż zatrudnił się Dratewka jako czeladnik u znanego okultysty Casimirusa, któren to prowadził również produkcję eterycznych mikstur, rozprowadzanych pośród arystokracji za znaczne sumy w złocie. Dratewka, oprócz swojego awanturniczego usposobienia miał także dobre serce i zawsze starał się pomagać potrzebującym. Gdy odkrył, że mistury Casimirusa mogłyby wspomóc również ubogą część ludzkości, ale skąpy i pazerny czarnoksiężnik się temu wszelkiemi sposobami sprzeciwia, postanowił wziąć sprawy w swoje ręce. Wykradł jedną z pilnie strzeżonych receptur, potajemnie wyprodukował wielkie ilości mikstury i rozprowadził za grosze pośród pospólstwa. Wdzięczność motłochu dla tajemniczego dobroczyńcy była tak wielka, iż legendą natychmiast obrosła. Gdy zaś Casimirus dowiedział się, że jego czarodziejskie eliksiry zostały sprofanowane, wpadł w gniew wielki. Udał się tedy niezwłocznie ze skargą do króla i zażądał aby nikczemnik, który do wielkich strat Casimirusowych się przyczynił został pochwycony i głowy pozbawion. Król łaskawie przychylił się do tej prośby. Gdy jednak uchwycenie sprawcy okazało się niemożliwe, nakazał dodatkowo przeprowadzić rewizje we wsiach i każdego u którego ową cudowną miksturę znaleziono, jako współwinnego batogami oćwiczyć. Tumult z tego powodu powstał okrutny w całym królestwie. Dratewka natomiast, niewiele myśląc, uszedł był za granicę... Morał: Tam gdzie tryumfuje prawo, nie zawsze zwycięża sprawiedliwość.
niedziela, 11 października 2009
Congratulations, Mr Barack!
Z okazji przyznania Pokojowej Nagrody Nobla Barackowi Obamie za wybitny wkład w umacnianie światowego pokoju , składam płynące prosto z serca wyrazy uznania i gratulacje. Świat potrzebuje więcej takich ludzi jak pan, panie prezydencie! Niech Bóg błogosławi panu i Stanom Zjednoczonym Ameryki Północnej!
Zgodnie z tradycją mojego bloga dedykuję panu, a także Komitetowi Noblowskiemu stosowną piosenkę w wykonaniu Charliego Danielsa. P.S. Na niespodziewanym posiedzeniu kapituła Orderu Hiszpańskiej Inkwizycji postanowiła przyznać kolejną nominację w kategorii "Najbardziej Niespodziewana para roku 2009" panu Barackowi i 10 milionom szwedzkich koron. Doprawdy to niezwykle kreatywne połączenie.
poniedziałek, 28 września 2009
Doceńmy Benedykta
Pierwszym polskim encyklopedystą został niejako z przypadku ksiądz Benedykt Chmielowski. Z racji wyuczonego i wykonywanego zawodu zdołał nabyć dość szeroki zasób wiedzy ogólnej i szczególnej oraz dostęp do bibliotek z literaturą. Łącząc te czynniki z niewątpliwie sporym talentem pisarskim stworzył ambinte dzieło (nawet jak na czasy współczesne, a co dopiero ówczesne) pod tytułem "Nowe Ateny" (oczywiście zgodnie ze starą tradycją pełny tytuł zajmuje całą stronę i nie będę go tu przytaczał, chociaż warto go przeczytać) sarmacką encyklopedię wiedzy powszechnej. Wiedzy, którą każdy Sarmata w mniejszym lub większym stopniu posiadał, ale która nie była dotąd usystematyzowana i zapisana w jednej księdze. Taką księgę postanowił napisać właśnie Benedykt Chmielowski i ten ambitny projekt z godnym podziwu uporem doprowadził do końca czyli do drukowanego wydania. Niestety docelowy efekt pracy Benedykta został przez jego rodaków skrytykowany bardzo surowo. Zarzucono "Nowym Atenom" wciskanie kitu i ciemnoty, a ten stereotyp wrył się tak głęboko w świadomość społeczną, że w ogóle do tego dzieła przestano zaglądać nie mówiąc już o wnikliwym czytaniu. Najsłynniejszym zdaniem z encyklopedii Benedykta jest defincja konia: " Koń jaki jest każdy widzi". Z pozoru głupie zdanie ma w sobie naprawdę sens. Otóż w osiemnastym wieku koń był tak powszechny, że na oczy nie widział go tylko ten co wzroku nie posiadał. Oprócz tego w tym miejscu Benedykt użył swojego poczucia humoru jakim niewątpliwie szczodrze był obdarzony. Niemniej zawistnicy szybko ten fragment wyłowili, ogłaszając "Nowe Ateny" zacofaną i propagującą ciemnotę umysłową księgą (również z powodu opisów fantzyjnych kreatur(zwierząt), dalekich krain, itp.). Lud łyknął to jak ciepłe bułeczki i z kanonu własnych lektur szkolnych wyłączył. Oczywiście doszukiwanie się ściśle naukowych definicji w "Nowych Atenach" sensu nie ma, ale to nie było zamiarem Benedykta, pisał dla odbiorcy kultury masowej, mając świadomość, że nie wszystkie informacje które przedstawia muszą być dokładne. Zresztą opisał swoje zastrzeżenia w przedmowie do czytelników:
"(...)Musiałbyś wielkie przewracać Volumina, skupować Biblioteki, a tu masz bez pracy multa scienda, które
gotowe czytaiąc, zważ, że non jacet in molli, veneranda Scientia lecto;
a tak nie bądź krwawego potu mego i wiele kosztującego Censorem,
ale Jubilerem i Apprecjatorem; tudzież łaskawym Mecenasem. Choćbym na jaką zasłużył cenzurę, powinienem być excusabilis, bo non inter Doctorum Collegia, non in Orbis Capite, nie w Alexandryjskiey,
Carogrodzkiej, Watykańskiej siedzę Bibliotece, ale w domu moim, w
lesie Firlejowskim, jak w beczce Diogenes, gdzie tak jedwabniczek
dum operor, operior. Samych umarłych, to jest Ksiąg radziłem się, nie
żywych Mędrców. Tam nocte dieque aż do utraty wzroku desudans,
wszystek pot mój Mare Immenso (Morzu Niezmiernemu) BOGU dedykując, i Tobie Czytelniku ad usum.
Jeślim Autor w czym zbłądził, choć ostrożny, raczy
Dyssymulować Mądry, Nieuk nie obaczy. W Druku też bez errorów nie iest Księga żadna: Te mądremu poprawie, lub przebaczyć snadna." Być może opisy bazyliszków, smoków i koni z naukowym światopoglądem nieco się kłócą. Ktokolwiek jednak zada sobie iście benedyktyński trud przebrnięcia przez prawie 2000 stron (w oryginalnym wydaniu) tekstu "Nowych Aten" z pewnością przyzna, że ich odrzucenie jest zbyt pochopne i niesłuszne. Jest to bowiem jeden z cenniejszych zabytków, żeby nie powiedzieć klejnotów polskiej literatury. Przytoczę jeszcze dwa wierszowane fragenty: o tym , że praca pisarza łatwa nie jest, ale może być satysfakcjonująca, i o tym że w sposobie myślenia i działania rodaków Chmielowskiego nic od trzysu lat się nie zmieniło: "KONKLUZJA Tej TRZECIEJ CZĘŚCI
|
Ostatnie notki
Zakładki:
|